Montana Samara i Montana de la Botija – Teneryfa- kwiecień 2026

W kwietniu 2026 roku w ramach jednego z wyjazdów na Teneryfę weszliśmy na dwa wulkany położone w Parku Narodowym Teide: Montana Samara (1894 m n.p.m.) i Montana de la Botija (2122 m n.p.m.). Oba szczyty są położone na szlaku S-13, który zatacza pętlę o długości około pięciu kilometrów. Szlak nie jest zbyt trudny, widoki z niego są natomiast niesamowite, oczywiście przy dobrej pogodzie.

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w Puerto de la Cruz skąd wynajętym samochodem pojechaliśmy trasą TF-21, a następnie TF-38 w kierunku parkingu/punktu widokowego Mirador de Samara. Niestety parking okazał się bardzo mały (maksymalnie na 10 samochodów) i w czasie kiedy tam dojechaliśmy nie było już na nim wolnego miejsca. W związku z tym, po pewnych wahaniach zaparkowaliśmy auto na położonym 400 metrów dalej dużym żwirowatym placu. Co prawda Google Maps wskazywało to miejsce jako właściwy parking Mirador de Samara, a ponadto plac ten znajdował się już poza granicami Parku Narodowego Teide, ale i tak nie byliśmy do końca przekonani czy można tu legalnie parkować. Zwłaszcza, że oprócz nas nikt inny się tutaj nie zatrzymał (dopiero później, kiedy byliśmy już na szlaku stanęło obok nas kilka innych samochodów).
Do punktu startowego na szlaku S-13 doszliśmy pieszo idąc asfaltową drogą TF-38. Ponieważ tak jak pisałem wcześniej ten szlak jest pętlą mieliśmy do wyboru dwa warianty rozpoczęcia wędrówki. Ze względu na to, że naszym pierwszym celem było zdobycie Montana Samara, wyruszyliśmy bezpośrednio do góry ścieżką prowadzącą na ten wulkan. Dosłownie po kilku minutach marszu znaleźliśmy się na kolejnym rozwidleniu dróg: jedna nieoznaczona żadnym numerem ścieżka prowadziła na wierzchołek Montana Samara (wariant ten był oznaczony na drogowskazie jako „ślepa uliczka”), a druga oznaczona jako szlak S-13 omijała ten szczyt i prowadziła dalej w kierunku Montana de la Botija i Pico Viejo. Zgodnie z wcześniejszymi założeniami wybraliśmy wariant pierwszy i weszliśmy najpierw na wierzchołek Montana Samara, aby następnie wrócić z powrotem na szlak. Od rozwidlenie czekało nas około 15 minut łagodnego podejścia. Według czytanych przez nas wcześniej relacji z tego miejsca roztacza się fantastyczny widok na wulkany Pico el Teide i Pico Viejo, a także wyspę La Gomera. My niestety nie widzieliśmy nic, bo zarówno droga jak i sam szczyt były pokryte gęstymi chmurami. Na pocieszenie mogliśmy zerknąć do wnętrza wulkanu i zrobić sobie zdjęcia na tle krateru.

Po krótkiej sesji fotograficznej zeszliśmy z powrotem na szlak S-13 i ruszyliśmy nim dalej. Wyraźna ścieżka prowadziła po tzw. lapilli czyli drobnych kamyczkach wulkanicznych powstałych z pokruszonej lawy (starsze pochodzą z poprzednich wybuchów wulkanu a świeższe z lawy krzepnącej w czasie lotu). Wzdłuż drogi ciągnął się las sosny kanaryjskiej, którego zieleń wyraźnie kontrastowała z czarnym podłożem. Po jakimś czasie sosny znikły i poruszaliśmy się dalej idąc po czarnym żwirowisku. Mniej więcej w tym samym czasie chmury się w końcu rozstąpiły, a przed nami ukazał się fantastyczny widok na Pico Viejo i el Teide. Prowadząca lekko pod górę ścieżka doprowadziła nas do kolejnego rozwidlenia.


Szlak S-13 prowadził dalej prosto, my jednak skręciliśmy w prawo na drogę prowadzącą na wulkan Montano de la Botija (2122 m n.p.m.). Pomimo że ten odcinek nie był oznaczony jako szlak turystyczny to wygodna i doskonale widoczna ścieżka poprowadziła nas wzdłuż krateru aż na sam szczyt tego wulkanu, który okazał się czarno-żwirowatym stożkiem. Po zrobieniu kilku zdjęć zeszliśmy ze szczytu i skierowaliśmy się ponownie w prawo.

W ten sposób znaleźliśmy się po raz kolejny na szlaku S-13 i ścięliśmy jednocześnie pętlę prowadzącą tą marszrutą. Po dotarciu na szlak czekał nas kolejny skręt w prawo. Zostawiając za plecami Pico Viejo i el Teide zaczęliśmy schodzić do dołu. Szeroka droga, ograniczona ułożonymi po bokach skalnymi głazami, prowadziła najpierw przez wulkaniczne gruzowisko a następnie zmieniła się w czarną żwirowatą ścieżkę wijącą się wśród sosnowego lasu. Pokonaliśmy jeszcze jedno rozwidlenie i ponownie znaleźliśmy się przy parkingu Mirador de Samara, w dalszym ciągu wypełnionym po brzegi samochodami.

Podobnie jak na początku naszej wędrówki ten fragment trasy był szczelnie pokryty chmurami. Przy tak ograniczonej widoczności wróciliśmy z powrotem asfaltem do naszego samochodu. Tym razem nie byliśmy jednak sami, gdyż obok zaparkowało jeszcze kilka innych aut. W tym miejscu nie pozostało nam już nic innego jak szybko przebrać się i wrócić z powrotem do Puerto de la Cruz.

Dodaj komentarz